Jadłem, kiedy miałem czas - czasem o 13:00, czasem o 16:00. Przeczytałem badania o regularności posiłków i postanowiłem sprawdzić na sobie.
Schemat testowania
Przez 8 tygodni jadłem dokładnie o: 7:30, 12:00, 15:30 i 19:00. Bez wyjątków, nawet podczas spotkań z klientami. Śledziłem poziom energii co godzinę w skali 1-10 i zapisywałem, ile czasu potrzebuję na standardowe zadania księgowe.
Pierwsze dwa tygodnie były męczące. Musiałem przerywać rozmowy, żeby zjeść. Trzy razy przełożyłem spotkania, bo wypadały dokładnie na porę posiłku. Klienci patrzyli dziwnie.
Co zmieniło się w energii
Po czterech tygodniach zauważyłem wzorzec. Popołudniowe spadki energii, które wcześniej pojawiały się losowo między 14:00 a 16:00, teraz były przewidywalne - zawsze około 14:30. Ale trwały krócej: 20 minut zamiast godziny.
Poziom koncentracji przy pracy księgowej był stabilniejszy. Wcześniej oscylował między 4/10 a 8/10. Przy regularnych posiłkach utrzymywał się na 6-7/10 przez większość dnia.
Nieoczekiwane konsekwencje
Przestałem przejadać się wieczorami. Kiedy jadłem nieregularnie, wieczorem byłem tak głodny, że zjadałem podwójne porcje. Przy stałych porach - normalne porcje wystarczały.
Problem: elastyczność. Dwa ważne spotkania biznesowe musiałem odrzucić, bo wypadały w porze posiłku. W retrospekcji - prawdopodobnie przesadziłem ze sztywnością. Gdybym robił to teraz, dałbym sobie 30-minutowe okno, nie punkt czasowy.