Przez lata spałem 5-6 godzin, przekonany, że to wystarczy. W grudniu kupiłem smartwatch z funkcją śledzenia snu i postanowiłem sprawdzić, czy więcej snu faktycznie coś zmienia.
Metodologia testu
Pierwszy miesiąc spałem jak zwykle - 5,5 godziny średnio. Zapisywałem, ile zadań kończę dziennie, jak długo mi zajmują i ile błędów popełniam w arkuszach. Potem przez 5 miesięcy utrzymywałem sztywno 7 godzin snu - kładzenie o 23:00, budzik na 6:00.
Śledziłem też fazy snu. Okazało się, że przy 5,5 godziny miałem średnio 47 minut głębokiego snu. Przy 7 godzinach - 1 godzinę 22 minuty. To prawie trzykrotnie więcej.
Konkretne różnice w pracy
Pierwszy tydzień był trudny - czułem się dziwnie, jakby za dużo snu. Ale od drugiego tygodnia zauważyłem, że popołudniami nie potrzebuję już trzeciej kawy. Zadania, które wcześniej zajmowały mi 2 godziny, robiłem w 1,5 godziny.
Najciekawsze były dane z arkuszy finansowych. Przy 5,5 godziny snu robiłem średnio 3,2 błędu na arkusz. Przy 7 godzinach - 0,8 błędu. Mniej poprawek to realne zaoszczędzone godziny w tygodniu.
Co to kosztowało
Musiałem zrezygnować z wieczornych seriali. Społecznie było ciężej - spotkania biznesowe kończące się po 22:00 oznaczały złamanie rytmu. Ale błędy w fakturach kosztowały mnie więcej niż te spotkania przynosiły.