Rok temu mój grafik wyglądał tak: praca do drugiej w nocy, budzik o siódmej, kawa i znowu przed komputer. Myślałem, że to normalka w freelancingu. Że każdy tak ma. Że jeśli śpię siedem, osiem godzin, to tracę czas, który mógłbym spędzić na projektach.
Problem był prozaiczny
W maju zeszłego roku zacząłem zapominać o deadlinach. Nie dlatego, że ich nie zapisywałem - po prostu mój mózg przestał działać jak powinien. Klient pytał o poprawki z wczoraj, a ja patrzyłem na maila jak na hieroglify. Wtedy lekarka spojrzała na mnie i zapytała: ile śpisz?
Pięć godzin. Może sześć w weekend.
Kazała mi prowadzić dziennik snu przez miesiąc. Wyniki były gorsze niż myślałem - średnia wychodziła 4,5 godziny. Przy tym tempie wypalenie było kwestią miesięcy, nie lat.
Co zmieniłem konkretnie
Nie zacząłem od jakiejś rewolucji. Pierwszy tydzień: alarm o 23:00 mówiący "za godzinę kończysz". Laptop wyłączony o północy, bez wyjątków. Budzik przestawiony z 7:00 na 7:30. To dawało sześć godzin - wciąż za mało, ale już coś.
Po dwóch tygodniach: 23:30 w łóżku, budzik o 7:00. Siedem godzin stało się standardem.
Czego się nauczyłem
- Pierwszy miesiąc był trudny - czułem się winny, że "marnuję" czas na sen
- Po sześciu tygodniach zauważyłem, że kończę projekty szybciej niż wcześniej
- Trzy miesiące później miałem lepsze relacje z klientami - bo pamiętałem o ustaleniach
- Teraz potrzebuję mniej czasu na te same zadania niż rok temu
Paradoks polega na tym, że pracując mniej godzin, zarabiam więcej. Bo te godziny są efektywne.
Co by było inaczej
Gdybym wiedział rok temu to, co wiem teraz, zacząłbym od trackingu. Aplikacja Sleep Cycle kosztuje 20 złotych miesięcznie i pokazuje twarde dane - ile faktycznie śpisz, jak głęboko, kiedy się budzisz. Bez tych liczb łatwo sobie wmówić, że "w sumie to śpię normalnie".
Druga rzecz: powiedziałbym klientom wprost. "Pracuję od 9 do 18, potem jestem offline". Zamiast udawać, że jestem dostępny 24/7. Stracisz może jednego klienta na dziesięciu - ale dziewięciu pozostałych będzie cię szanować bardziej.
Sen to nie luksus. To podstawowy warunek tego, żeby twój mózg działał. I żeby freelancing miał sens dłużej niż dwa lata.