2400 złotych za biurko z elektryczną regulacją. Miało rozwiązać problemy z kręgosłupem. Postanowiłem zmierzyć, czy te pieniądze miały sens.
Jak śledziłem użycie
Zainstalowałem sensor ruchu pod biurkiem połączony z aplikacją. Zapisywał dokładnie, ile czasu spędzam stojąc vs. siedząc. Przez pierwsze 4 miesiące zebrałem kompletne dane.
Założenie: będę stał 50% czasu pracy. Rzeczywistość po pierwszym miesiącu: 18% czasu. Entuzjazm z pierwszego tygodnia (62% stania) wyparował w dwa tygodnie.
Co faktycznie się zmieniło
Ból pleców: zmniejszył się, ale dopiero gdy znalazłem właściwą wysokość biurka. Pierwsze 3 tygodnie stałem za wysoko - ramiona bolały bardziej niż plecy wcześniej. Właściwa wysokość: łokcie pod kątem 90 stopni przy klawiaturze.
Po 4 miesiącach stoję średnio 35-40 minut na każde 2 godziny pracy. To daje około 25% czasu - mniej niż planowałem, ale wystarczająco, żeby czuć różnicę.
Niespodziewane problemy
Stopy bolały przez pierwszy miesiąc. Kupiłem matę antyzmęczeniową za 180 złotych - to pomogło. Bez niej nie dałbym rady stać dłużej niż 20 minut.
Podczas rozmów telefonicznych naturalnie staję - sensor pokazał, że 80% połączeń odbierałem stojąc. Przy pisaniu kodu czy analizie danych - przeważnie siedzę. Mózg ma swoje preferencje.
Czy warte 2400 złotych? Jeśli masz problemy z kręgosłupem - prawdopodobnie tak. Jeśli nie - zaoszczędź pieniądze na lepszy fotel.