Siedziałem 11 godzin dziennie. Kręgosłup bolał, fizjoterapeuta kazał się ruszać. Zamiast siłowni postanowiłem wykorzystać czas, który już mam - spotkania biznesowe.
Jak to wdrożyłem
Wszystkie spotkania 1-na-1, które nie wymagały ekranu, robiłem podczas spaceru. Kupiłem słuchawki z dobrym mikrofonem i zacząłem proponować klientom rozmowy podczas ich spaceru albo mojego. Z 23 spotkań tygodniowo, 8-10 nadawało się do tego formatu.
Nosiłem smartwatch z GPS. Po trzech miesiącach miałem dane: przeciętnie 47 km tygodniowo tylko ze spotkań. To przy normalnym chodzeniu 12-15 km. Prawie czterokrotnie więcej ruchu bez dodatkowego czasu.
Efekty zdrowotne po kwartale
Wizyta kontrolna u fizjoterapeuty: mięśnie wzdłuż kręgosłupa mniej napięte, postawa lepsza. Bóle pleców zmalały z 6/10 do 2/10 w skali subiektywnej. Schudłem 4,1 kg bez zmiany diety - po prostu więcej się ruszałem.
Puls spoczynkowy spadł z 76 do 68 uderzeń na minutę. Lekarz stwierdził poprawę kondycji sercowo-naczyniowej.
Gdzie to nie zadziałało
Nie każdy klient to kupił. Trzech wprost powiedziało, że woli tradycyjne spotkanie przy kawie. Dwóch starszych przedsiębiorców uznało to za nieprofesjonalne. Jeden kontrakt prawdopodobnie straciłem przez to - trudno powiedzieć na pewno.
Podczas spaceru trudniej notować. Musiałem po każdym nagrywać szybkie notatki głosowe, co dodało 10 minut pracy dziennie. Ale oszczędziłem godzinę na siłowni, którą i tak odkładałem.