Przez rok mój dzienny zestaw płynów wyglądał tak: cztery kawy, dwie herbaty, wieczorem piwo albo cola. Woda? No dobra, czasem szklanka do obiadu. Może pół litra dziennie, jeśli był dobry dzień.
Moment, w którym coś kliknęło
Lipiec, upał, 32 stopnie w mieszkaniu. Siedzę nad projektem i zaczynam widzieć podwójnie. Myślałem, że to monitor - może jasność, może kontrast. Zmieniam ustawienia, nic. Po dwóch godzinach taki ból głowy, że musiałem się położyć.
Kolega programista, jak mu opisałem objawy, zapytał: ile wypiłeś dzisiaj wody? Policzenie zajęło mi chwilę - kawa rano, kawa przed południem, herbata po obiedzie. Wody czystej? Zero.
To brzmiało głupio. Przecież kawa to też płyn, nie? No właśnie nie do końca. Kofeina działa moczopędnie - wypijasz trzysta mililitrów kawy, tracisz czterysta mililitrów wody. Matematyka jest prosta.
Test, który przeprowadziłem
Kupiłem butelkę z miarką - litr pojemności. Postawiłem sobie minimalny cel: wypić trzy takie butelki dziennie. Trzy litry czystej wody, bez kawy, bez herbaty.
Zasady eksperymentu
- Pierwsza butelka do 11:00
- Druga butelka do 15:00
- Trzecia butelka do 19:00
- Tracking w aplikacji WaterMinder (darmowa wersja wystarczy)
- Czas trwania: trzydzieści dni
Pierwsze dwa dni to była gehenna. Biegałem do łazienki co godzinę. Organizm nie był przyzwyczajony do takiej ilości wody - wydalał wszystko od razu. Czułem się jak w ciąży, non stop w kiblu.
Po tygodniu organizm się adaptuje. Przestajesz biegać do łazienki co pół godziny.
Obserwacje z miesiąca
Tydzień pierwszy: pęcherz pracuje nadgodziny, nic więcej. Tydzień drugi: bóle głowy, które miałem prawie codziennie o 16:00, zniknęły. Po prostu przestały występować. Tydzień trzeci: skóra na twarzy wyglądała inaczej - mniej sucho, mniej podrażnień. Tydzień czwarty: poziom energii stabilniejszy, bez tych spadków o 14:00.
Najbardziej zaskoczyło mnie jedno - przestałem pić tyle kawy. Wcześniej cztery, pięć dziennie, bo czułem się senny. Teraz dwie wystarczały. Energia nie brała się z kofeiny, tylko z podstawowego nawodnienia.
Mechanizm działania
To nie jest magia. Twój mózg to siedemdziesiąt pięć procent wody. Jak jesteś odwodniony choćby o dwa procent, funkcje kognitywne spadają o dwadzieścia procent. Pamiętasz gorzej, myślisz wolniej, koncentracja leci.
Freelancer potrzebuje mózgu do pracy. To podstawowe narzędzie. Jak dasz mu za mało wody, będzie działał na pół gwizdka.
Co zrobiłbym inaczej
Zacząłbym od dwóch litrów, nie trzech. Skok z litra do trzech to za dużo na start - stąd te problemy pierwszych dni. Lepiej stopniować: tydzień po dwa litry, potem zwiększyć do trzech.
Druga rzecz - butelka zawsze w zasięgu wzroku. Jak stoiła w kuchni, zapominałem pić. Jak stała na biurku, obok monitora, piłem automatycznie.
Nawodnienie to najbardziej niedoceniana rzecz w pracy umysłowej. Wszyscy gadają o nootropikach, suplementach, dietach. A najprościej jest nalać sobie wody i pić regularnie przez dzień.